Dawno już nie czytałem wpisów na jeden z ulubionych przez blogerów temat: o upadku tradycyjnych (papierowych) mediów wypychanych przez prężny, młody nacisk blogosfery.

Przepraszam tych, którzy zwabieni tytułem wpisu zjawili się, by nasycić wzrok golizną. To nie będzie o tym, choć być może pośrednio tak.

Wracając do tematu - jak zwykle z lenistwa nie chce mi się szukać stosownych cytatów, więc cytatów nie będzie.

I z tym ulubionym tematem to też lekka przesada - wyrywkowa obserwacja P24 pozwala mi stwierdzić, że blogerzy i pisać i czytać najbardziej lubią o sobie - stąd cross references od Azraela do Toyaha, od Toyaha do Mireksa, od Mireksa do diabli wiedzą kogo. Ponieważ (we własnych deklaracjach) blogerzy ponoć poruszają sprawy przez mainstream przemilczane a dla kondycji ojczyzny najistotniejsze można śmiało wyciągnąć wniosek, że dla ojczyzny najważniejsze są uszczypliwości i obelgi, którym obdarzają się blogerzy, a sprawą wagi państwowej (i oczywiście przemilczaną przez mainstream) jest awantura między P24 a jakimiś postaciami o pseudonimach Maryla i Wacek.

Przyjrzyjmy się jednak bliżej wzajemnym stosunkom między tymi tradycyjnymi mediami a blogosferą:

Jakość

czyli forma i styl. Tutaj najłatwiej zaobserwować nędzę blogosfery. Nieliczni blogerzy potrafią sklecić coś więcej niż wymęczone wypracowanie szkolne albo pracę seminaryjną (mam zresztą wrażenie, że jedyne wpisy zawierające jakąkolwiek treść merytoryczną prócz poglądów to  okrawki zadań uniwersyteckicch - skoro już przeczytałem jakąś książkę i ją streściłem dla zaliczenia to i rezultat zamieszczę na blogu). Stylistów jest w P24 góra dwóch. Poczytajcie sobie amatorzy któregoś z zawodowców, poczytajcie Sadurskiego i idźcie się wstydzić. A, zapomniałem, wstyd i pokora to uczucia wam obce.

Od sformuoawań bolą zęby, od spolegliwego nomen omen używania niezrozumianych słów i zwrotów włos staje na głowie, od tym koleżanką zanika wiara w skuteczność zabiegów edukacyjnych.

Samowystarczalność

O ile prasa, radio i telewizja doskonale prosperuje bez (tzn przemilcza)  blogosfery, o tyle blogosfera bez prasy nie zaistniałaby. Wystarczy zerknąć na SG P24 by zobaczyć, że miejscowi Obserwatorzy, Spektatorzy i Komentatorzy są wobec prasy wtórni i niczym przemiłe skądinąd roztoczaki żywiące się złuszczonym naskórkiem swych żywicieli, tak i oni żywią się martwym naskórkiem - nawet nie doniesień i informacji - tylko dziennikarstwa najpośledniejszego rodzaju, czyli komentatorstwa felietonowego - resztkami Ziemkiewicza. Michalkiewicza, JKM i kogo tam jeszcze prasa w menażerii trzyma dla rozweselenia gawiedzi.

Poczytność

Proszę sobie zajrzeć do któregoś z internetowych liczników wejść na stronę P24 i porównać z nakładami umierającej prasy. Skala nieporównywalna. GW, Rzepę, Gazetę Prawną ze śp Dziennikiem dobrowolnie codziennie kupują setki tysięcy czytelników. Witryny internetowe tych dzienników notują kilkadziesiąt razy wejść więcej niż P24, który odwiedza - może ktoś wygrzebie - 2 tysiące? z czego połowa wejść to autorzy blogów sprawdzający, czy ktoś zainteresował się ich wpisem.

Wiarygodność i rzetelność

O ile tekst gazetowy poparty jest stemplem jakości o tyle anonimowe wpisy tego placetu nie posiadają. Moja początkowa fascynacja (i nie tylko chyba moja) wpisami Pawła Paliwody i Emisariusza IV RP (ktoś jeszcze pamięta?) nie wynikała przecież z przekonania o ważności treści przez nich przedstawianych ile raczej ze zdziwienia, że ktoś potrafi urojenia i zwidy ująć w czytelną - nie zawsze co prawda - szatę słowną. Jeśli podczytuję teorie spiskowe Aleksandra Ściosa i wpisy FYMa o tym, że rządzą Polską komuniści - to nie dlatego, że są wiarygodni, tylko dla tych samych powodów, dla których poczytałem wyjątki z Davida Icke, który z pełnym(?) przekonaniem udawadnia, że Ziemią kierują zamaskowane jaszczury z Kosmosu i ich mutanci (przepraszam wyznawców, jeśli coś pomyliłem). No, fascynują mnie umysły uwolnione z okowów rozsądku i rzeczywistości.

Wpływ na dyskurs publiczny

Żaden. No żaden. Jaki zresztą miałby być, gdy najpoczytniejsi blogerzy P24 świecą martwym światłem i próbują epatować międlonymi na setki sposobów resztkami myśli felietonistów? Czy którykolwiek z blogerów cokolwiek do debaty publicznej wniósł, czy jakikolwiek odprysk debaty w P24 przedostał się do sfery publicznej (przemilczają, aaa przemilczają), jakakolwiek akcja wszczęta przez blogerów przyniosła skutek więcej niż marginalny? Te wszystkie bojkoty i poparcia? Demonstracje i protesty? Ktoś coś wie?

Content czyli zawartość

Czyli to co jest najdroższe. Gazeta wykłada pieniądze na zdobywanie informacji, na wysyłanie reporterów w busz polski i zagraniczny, na płacenie dziennikarzom za znajdowanie się w odpowiednim miejscu i czasie i za rozmawianie z odpowiednimi ludźmi. Bloger faktom się nie kłania, blogera fakty nie interesują, palcem z... wyciąga swoje podejrzenia i rzuca insynuacje. Zmyśla, konfabukuje i przykrawa jak mu do tezy pasuje.

Przepraszam, są zakątki blogosfery, w których pisują pasjonaci, posiadający głęboką wiedzę na temat gatunków mąki do wypieków, australorzekotki szmaragdowej, Penny Black, concealerów. Właśnie, wydaje mi się, że blogi o modzie i kosmetykach przyciągają najwięcej uczestników i wyróżniają się na tle blogów politycznych rzetelną wiedzą swych użytkowników.

Podsumowując - jeśli wbijesz w wyszukiwarkę "dziewczyny na golasa za darmo" to na pewno znajdziesz czego szukałeś, nie zawiedziesz się i będziesz w pełni usatysfakcjonowany. Jeśli zaś poszukujesz wiarygodnych faktów i rzetelnych analiz - no cóż, sam sobie jesteś winien.